sucho nie było, ale i nie wiało
pośród błyskawic przyszła ciszy chwila
niczym brat z kokonu zrodzonego motyla
odwagę’m zebrał: co się będzie działo
mniejsza, wszak drogi pojedyncze staje
których przemierzanie rzadko męczy oczy
gdyż los po nich często pojazdami toczy
choć Ananke rozsądza, przebyć się udaje
nagle! cóż to słyszę?!? ryk niczym bestyja
głos zmieniony, choć znany
jam nie amfibija!
kłęby pary przed twarzą, chłop w studzience grzebie
konie rwą na trotuar…
Viktoryja! jak w niebie