bo w jego oczach coś chyba było
może był ognik, a może łezka
i pani serce zaczęło mięknąć
prawdziwa prawda – choć jak groteska
serce jej zmiękło jak wosk na słońcu
jedno po drugim zmiękły kolana
tak oto pani i chcąc i nie chcąc
również poczuła miętę do pana
i dłoń do dłoni ruchem niewinnym
oko do oka, usto do usta
dalej nie będę się rozpisywał
bo to godzina dopiero szósta
mimo, że pierwsze te wydarzenia
miały swe miejsce podczas jesieni
oboje byli jak wczesną wiosną
jakieś owady otumanieni
żadnych sygnałów ze świata wkoło
i pan i pani nie odbierali
świątek czy piątek, rano, wieczorem
tylko ze sobą wciąż przebywali
można powiedzieć, że dalsze lata
złożone z sekund minut i godzin
to już był banał nuda i proza
jak w wielu setkach tysięcy rodzin
pani karmiła koty powietrzem
a kocie żarcie pan wiadrem nosił
czy przydarzyło im się coś jeszcze
już nie napiszę, bo nikt nie prosił