zawsze miałem trochę ciągot
(w genach spadek po mamusi)
by pomagać ludziom, którzy
przeziębieni są lub głusi
którzy sobie coś złamali,
albo których boli brzuszek
ząbki, trzustka, kręgosłupik
gdy myślałem więc o fusze
w sposób bardzo naturalny
(mi się też niekiedy zdarza)
na celownik analizy
wziąłem of course, że lekarza
szczęście całe, że zacząłem
sprawę całą od sprawdzenia
co też trzeba zrobić zanim
się przystąpi do leczenia
otóż: studia nieco dłuższe
i trudniejsze egzaminy
niż te, których wymagają
na ogół inne dziedziny
mimo, że mnie ostudziły
wspomniane okoliczności
wciąż wahałem się, lecz tylko
do poznania tej trudności
co się zowie prosektorium
w którym ponoć są ćwiczenia
i myśl o nich była dla mnie
bardzo trudna do zniesienia
i w ten sposób jak pamiętam
pewnej dość odległej nocy
ustaliłem, że inaczej
wypełnię przymus pomocy