dnia pewnego, świątecznego
(że zdawkowo się wyrażę)
rozważałem trzy kwadranse
jak to jest być zabawkarzem
bo się ukryć przecież nie da
o czym wszyscy dobrze wiecie
że zabawki dla dzieciaków
są najważniejsze na świecie
no, przynajmniej, jeśli spytać
gdy nie tęsknią do mamusi
bo w sytuacji wymienionej
to mamusia wygrać musi
mówiąc w skrócie, motywacja
pod tytułem uśmiech dziecka
występuje aż w nadmiarze
lecz czy nie jest hm… zdradziecka?
bo jeżeli na ten przykład
zabawkowe robiąc klocki
się przyczyniam do zgryzoty
do depresji i do troski
człeka, który na klockowym
fundamencie los zbuduje
(czytaj: będzie budowlańcem)
chociaż się artystą czuje?
albo jeśli zrobię lalki
(co się zabawkarzom zdarza)
i te lalki kogoś wciągną
i uczynią zeń lekarza?
a wciągnięty ten osobnik
lub wciągnięta osobniczka
by woleli… pierwsze z brzegu…
piec szarlotkę lub serniczka?
na to, że karabin robiąc
lub niewinny bardziej łuczek
nieźle bym nabroił, wpadłem
znacznie później, mały żuczek
ale jeszcze nim doszedłem
do wymienionego wniosku
powiedziała do mnie jedna
miła, starsza pani z kiosku
chcesz zabawki synku robić?
nie odmawiaj sobie tego
lecz pamiętaj przepowiednię
przegrasz konkurencję z Lego
posłuchałem pani starszej
(pamiętacie? z kiosku, miła…)
jej wypowiedź rozważania
zabawkarskie zakończyła