doradca

wciąż pamiętam to dokładnie

choć minęły długie lata

kumpel przybiegł krzycząc głośno

mam, znalazłem, rekord świata 

nie chodziło o sport wcale

ani o Guinnessa Księgę

mimo, że kolega w sumie

nie uchodził za ciemięgę 

wrzask radosny miał oznajmiać

(co też czynił dość skutecznie)

że kolega znalazł zawód

co w nim można działać wiecznie 

tak przynajmniej uzasadniał

radość swoją żywiołową

(wyrażaną jak spisałem

oraz przez machanie głową) 

mówił – chłopie, to jest fucha

za nic sam nie odpowiadasz

tylko robisz mądre miny

i innym coś tam doradzasz 

rolnikowi co ma zasiać

studentowi gdzie pracować

firmie jak podatki płacić

albo w co zainwestować 

a jak ci się coś nie uda

to wyjaśnisz od niechcenia

że scenariusz co się zdarzył

trudny był do przewidzenia 

mój sceptycyzm się koledze

tak do końca nie podobał

cóż poradzić – zdań różnica

i nie będę dziś triumfował 

znając nieźle fach doradcy

z praktycznego doświadczenia

koniec, kropka, tyle miałem

dzisiaj wam do powiedzenia