coraz rzadziej (co za czasy)
się niestety tak przydarza
żeby komuś był potrzebny
owoc pracy rąk garncarza
[zanim wątek znów pociągnę
chcę uwagę zwrócić waszą
jak linijkę czwartą wiersza
c literki ślicznie kraszą]
nikt z glinianych garnków nie je
chyba, że w jakimś skansenie
automaty robią dzbanki
rękodzieło nie jest w cenie
[użyte sformułowanie
„nie jest w cenie”, tak naprędce:
mówi raczej o popycie
a nie o liczbie na metce]
może i mi coś zarzuci
(jeśli jest) garncarskie lobby
coś mi jednak się wydaje
że to dziś nie fach, lecz hobby