idziemy w grupce, lekko stłoczeni
odziani w skóry, z łuczywem w ręce,
(bo ono światła nam tyle daje,
że przez minutę widzimy więcej)
drepczemy w kółko, po śladach własnych
gdzieś po dnie wielkiej bardzo jaskini,
pewni swych odkryć i potencjału
który jest maxi (no bo nie mini!)
biegniemy naprzód, bo biec musimy
(meta jest przecież tak bardzo blisko),
bez wątpliwości, że w któreś jutro
na raz wyjaśni się wreszcie wszystko
tylko etnograf jeden marudzi
to tu zostanie, to tam posłucha,
owo opisze, sfotografuje
żeby zachować dawnego ducha