malarz

pewien malarz, ponoć zdolny

w chwili, że pod wpływem weny

chociaż zmęczony po bibce

był pod nosem mruknął: – Jeny!

(nie chodziło mu o miasto

w którym Carl Zeiss ma fabrykę

ot tak mruknął, jakby krzyżyk

wkomponować chciał w rubrykę)

– świat jest piękny niebywale

nawet gdy tego nie czuję,

chyba sobie jakiś pejzaż

albo portret namaluję

złapał prędko za ołówek

zacząć chciał od szkicu bowiem

(i od kilku komentarzy

spisanych słowo po słowie)

a po pracy, gdy mu przeszedł

nastrój twórczy i bojowy,

był położył beż na szkicu

zdolny malarz pokojowy

kładł go jeszcze razy siedem

co niewiele w sumie dało,

jakby dobrze się przypatrzeć

ciągle widać (cóż, że mało)

zarys dzieła, z komentarzem

na gorąco, odautorskim

budowlanym, w całej krasie

i raczej nie młodopolskim ;)