żył w mieście N pewien pan Pe
zapału pełen, w gębie mocny
może prezesem był – kto wie?
a może stróżem, takim nocnym?
i żył tam też, w pobliżu, eR,
zamknięty ciut, z którego zapał
nie tryskał niczym gejzer, lecz
jak z kranu co ma przeciek kapał
znał Pe eR, eRa Pe też znał
znali się świetnie, bo od dziecka
łączyła przyjaźń wielka ich
szczera i dobrosąsiedzka
czasem się tylko dziwił Pe
(nie, nie złorzeczył, nie pomstował!)
czemu ma Robił dobrze tak
a nie on, Zygmunt Jan Próbował