chodzi Pan Wiórek po podwórku
ulicy, drodze, po placyku
ze wzrokiem pilnie w ziemię wbitym
mruczy pod nosem: „mój kluczyku,
gdzie się schowałeś tajemniczy
uniwersalny do serc mój ty yale
dopasowany do każdego człeka
ty co się nie zacinasz wcale
gdzieś ty kluczyku wymarzony
co śniłeś mi się razy tysiąc
co już cię kiedyś miałem w ręku
(z czystym sumieniem mogę przysiąc)”
kluczyk, o którym mówią, że go nie ma
oraz o którym mówią wręcz przeciwnie
milczy jak kamień, co wpadł w wodę
palcem nie kiwa i nie kiwnie