tak jakby – bo raczej nie na pewno –
wysuwam nos spod sterty liści
słyszę krzyk drzewa, co się zmienia w drewno
i gościa, który mówi, choć nie myśli
zarysy widzę jakich nie ma
(bodaj się nigdy nie ziściły)
czas płynie i ludzi płynie rzeka
zmienia się zwrot wektora siły
a kwiat paproci raz zakwita
jak łza na twarzy wojownika
niepowtarzalny, kształtem jednakowy…
tak oczywiste, że umyka