czasem – średnio dwa razy dziennie, raz między 7:14, a 8:32, drugi w porze mniej precyzyjnie określonej – dopada mnie przemożne wrażenie, że coś z nami jest nie tak; z nami co w Polsce żyjemy, albo żyliśmy, aleśmy wyjechaliśmy, z nami którzy się za Polaków uważać będziemy zawsze, jeszcze uważamy, albo kiedyś uważaliśmy
wrażenie, jakbyśmy robili nie to co nam służy, ale coś innego; taki wiecznie powtarzający się błąd, jakby odtwarzanie w pętli jednego rowka płyty winylowej zarysowanej; jakieś koszmarne poplątanie z pomieszaniem, hiper-bigos
jak ja bym chciał, żeby znalazło się to jedno dobre rozwiązanie, ten sposób na popchnięcie igły gramofonu dalej; pewnie mamy przed oczami metodę, tylko za oczywista jest, żeby z niej skorzystać (nie mówiąc o zdrowym, sarmackim podejściu – dlaczego niby JA miałbym zacząć pierwszy? ;))
—
śni mi się wielki eksperyment
wiążący z pewnym się wysiłkiem
w którym jak jeden uczestnicy
swoim by się zajęli tyłkiem
nie kto co komu był powiedział
kto brzydki, a kto jest w porządku
dlaczego X nagle wyłysiał
co Y trzyma na wsi w domku
nie jak utrudnić, czy przeszkodzić
oczernić i skompromitować
ale samemu dobrym być człowiekiem
nie oszukiwać, nie kantować
własne rozliczyć do cna grzeszki
sobą się zająć, nie sąsiadem
lecz nie wiem jak by znaleźć chętnych
czy ktoś z obecnych dałby radę?
–