przyszła kiedyś do mnie pani
powiedziała – jestem matką
potrzebującą pomocy
(przyznacie: zaczęła gładko)
ja bym chciała memu dziecku
panie dzieju życia ścieżki
wyprostować, poustawiać
zaoszczędzić mu przebieżki
na okrągło długą drogą
po wertepach na dodatek
bez widoków na zarobek
i przyzwoity naddatek
w czym tkwi problem… rozpocząłem
ale dane mi nie było
dokończyć, bo miłej pani
tyle całkiem wystarczyło
proszę pana – zapodała –
synek strasznie mówi szybko
(gdybym dał radę coś wtrącić
wtrąciłbym: jak ty kobitko)
a poza tym wszystko psuje
chętnie używając młotka
co to będzie drogi panie
co me dziecko w życiu spotka?
podrapałem się po głowie:
miła pani z tym wigorem
z tą szybkością oraz młotkiem
zostanie licytatorem