gdy zaczynałem naukę
był w mej szkole – bardzo groźny
(tak myślałem, bo miał wąsy)
pan Kazimierz, szkolny woźny
wszyscy bali się go bardzo
w szczególności kiedy rano
tarcze sprawdzał u drzwi szkoły
(bo z tarczami nie chadzano)
starsi chłopcy ostrzegali
żeby z woźnym się nie kłócić
bo on na złość czas klasówki
o połowę może skrócić
lecz to wszystko były plotki
dowiedziałem się przypadkiem:
pan Kazimierz miał dwie wnuczki
i był ukochanym dziadkiem
a że wąsy? ech czort z nimi
sam je dzisiaj czasem noszę
i nie jestem wcale groźny?
jak to jestem?!?! luuuudzie, proszę…