nieczęsto AŻ TAK czuję, że żadnego słowa zmienić nie sposób (mimo powtarzalnej niezgody na niektóre przy czytaniu w myślach i na głos), żeby zachować spójność wiersza; rzadko aż tak szyk MUSI być nie inny; prawie nigdy obraz po kilku godzinach nie jest NADAL precyzyjny i wyraźny
—
odwiedził stary mnie przyjaciel
(tylko dlaczego właśnie dziś?)
– chciałbym już przestać ciebie wspierać
wiesz, ludzie proszą, się zgodził byś?
szliśmy po błocie przez podwórko
o setki kilometrów rzucone
do marmurowych schodów pałacu
razem, lecz każdy w swoją szedł stronę
drzwi złe wybrałem może zmylony
niepasującym mysim warkoczem
a może stopniem, tym brakującym
którego w porę raz nie przeskoczę
wnętrza, cóż one! znam powierzchownie
postać Poetki, uśmiech schylony
wyjście, niestety znów niewłaściwe,
widok Galerii, kumpel zdziwiony
stary przyjaciel, przecież go nie ma
chociaż niedawno tak jeszcze był
gdzieś na poddaszu nieistniejącym
pod słońcem zamieniający się w pył
—