lokomotywa druga

stoi na stacji, niby parowóz

pewny i dumny, uśmiechnięty

sapie i dyszy, dyszy i dmucha

porzucił dawno sentymenty

 

szarpie wagonów coś ze czterdzieści

a para śwista i i słychać gwizd

mięśnie napięte, pot ciurkiem tryska

król samców alfa, udał się wist!

 

ciągnie z mozołem, ale nie pęka

biegnie po torze, zadowolony

bo semafory ma podniesione

bo go czekają nieznane strony

 

para rurami, z kotła do tłoków

tłoki po bokach, szaleńczy ruch

lecz żeby nie wiem jak się wytężył

kiedyś zaginie i o nim słuch