sen wczoraj miałem w dziwnym klimacie
w sumie mieszankę Bunuel-Dali,
byłem dowódcą gdzieś na okręcie
w kajucie juhas mi watrę palił
okręt na kółkach sunął przez łąkę
mlecze głaskały miękko po burcie,
było tak pięknie, aż usłyszałem
krzyk: wykładowcę mamy na kursie
i rozdźwięczało się nagle niebo
tysiącem ukłuć z nutką goryczy
a ja nie mogłem pojąć, zrozumieć
kto przeraźliwie tak bardzo krzyczy
a potem szarpać coś mnie zaczęło
jakby siódemka, do spółki z zerem
i głos do chóru był się dołączył:
cóż to się dzieje z panem trenerem?
w pół mgnienia oka, albo i krócej
zależność wszystkich wątków pojąłem
no co? każdemu się może zdarzyć!
byłem zmęczony to i zasnąłem