mój alfabet – b

bez b bardzo brzuchatego

smutno by na świecie było

brakowałoby Ambrożych

oj, niemiło by się żyło

 

zamiast bieli sama czerwień

flaga jednokolorowa

dziadek chciałby krzyknąć hańba

lecz przybiegłaby synowa

 

świat by musiał radzić sobie

bez bez, bez bzów, bez bzykania

(pszczół na łące oczywiście)

już nie będzie wymieniania

mój alfabet – a

aby auto tanio kupić

albo albę księdzu sprzedać

a potrzebne jest niezwykle

bez a działać to się nie da

 

bez a dzieci na szkół progu

uczyłyby się od świtu

o psie sie i li dziewczynce

(paranoja i szczyt szczytów)

 

mielibyśmy hm… lfbet,

ls orz literturę

książki by się zamieniły

w niepojętą wielką bzdurę

 

dzięki a ci cna litero

za początki, środki, końce

by cię uczcić w przyszłym roku

zamienimy w słańce słońce

siedzi

dwie mile pod skorupą lukru

głęboko w środku, gdzie nikt nie widzi

z dala od gwaru świata i bliźnich

siedzi i szydzi

 

o pół mikrona nad lewą ręką

cztery atomy od serca w prawo

i ćwierć sekundy zanim pomyśli

siedzi i bije brawo

przeciwfazy

jak cosinus do sinusa

jak cotangens do tangensa

jakby złączyć plus z minusem

jakby z piwnicy na piętra

niczym białe przeciw czerni

niczym suche do mokrego

nieruchome chociaż tętni

nic już nie rozumiem z tego

szuka pracy

przeczytałem dzisiaj rano

dziwne nieco ogłoszenie:

za pieniądze bardzo chętnie

w to co zechcesz się zamienię

 

mogę stać się linoskoczkiem

żółtą tykwą (taką dynią)

klockiem lego, czapką z daszkiem

młotkiem, albo aspiryną

 

w dziesięć sekund przepoczwarzę

i przekształcę się w motyla

wydasz rozkaz, a ja latał

będę i jak trzmiel zapylał

 

zbudowało mnie ogromnie

owo dziwne ogłoszenie

swoim końcem wyrazistym:

tylko w świnię się nie zmienię

Arkady

na majowym spacerku podstarzały Arkady

widząc dziewczę młode takie dawał jej rady

nie bądź sarenko płocha

bo nikt cię nie pokocha

ona słysząc tyrady, mruknęła: ach te dziady