pod trójkątnym siedzę niebem
patrzę na zielone ściany
relikt w oczy sam się rzuca
jedzie drogą nad kółkami
gość na plecy płaszcz zarzuca
ptak sie błąka zagubiony
woda jeszcze cicho szumi
czuję się w pejzaż wtopiony
blog rymowany
pod trójkątnym siedzę niebem
patrzę na zielone ściany
relikt w oczy sam się rzuca
jedzie drogą nad kółkami
gość na plecy płaszcz zarzuca
ptak sie błąka zagubiony
woda jeszcze cicho szumi
czuję się w pejzaż wtopiony
och Renato, och Renato
zasłużyłaś sobie na to
swą miłością do owoców
wylegiwania wśród koców
uwielbieniem do sałatek
majonezów, sosów, wkładek
mięsnych nawet do serniczka
do pasztetów, do indyczka
do napojów gazowanych
i kompotów przesładzanych
zasłużyłaś w stu procentach
wiec nie grymaś i nie kwękaj
noga za nogą
doba za dobą
za słowem słowo
za rokiem rok
ciągle tak samo
i znowu w koło
niby od nowa
raz w przód, raz w bok
chemia miłości chroni plecy i kości
bez tematu, za to piórem
które wyszarpałem rano
wprost ze skrzydeł pegazowi
kiedy mu dawałem siano
nie przeczuwając ryzyka
i nie przewidując burzy
spodziewałem się – nie powiem
fascynującej podróży
wędrówki po zakamarkach
lotnej myśli, unoszenia
analogii i metafor
i przenośni i natchnienia
jednak mimo pięknych oczu
(ciemny brąz, duże, wilgotne)
pegaz nie był zbyt przyjazny
w skrócie: zeźlił się okropnie
i rozpocząłem wędrówkę
z całkiem sporym przyspieszeniem
pegaz wierzgnął z szybko, zgrabnie
cud, że trafił mnie w siedzenie
choć historia bez tematu
lecz ją skończę bardzo ładnie
morał prosty z tej powiastki
że narzędzi się nie kradnie
ktoś powiedział, że rotarianie to szlachetni goście, których warto naśladować
Zdobek szybko wywalczył silną pozycję wśród pretorian swego pana
tak na początek
bo to przecież prawie to samo?