znaków sto co krok

że tak nie bardzo wesoło?

że właściwie o co chodzi?

czemu tak ostatnio smucę?

czy mnie aby coś nie boli?

 

jak ja sobie wyobrażam?

może umiałbym inaczej?

mógłbym chociaż się ogolić?

przestać bo ci dusza płacze?

 

zmienić sweter ten co lubię?

i nie nudzić się w operze?

myć samochód mimo mrozu?

czy ja w Boga już nie wierzę?

 

czemu? po co? jak?

a kiedy? za co? po kim?

gdzie? dlaczego?

Olek

linearny aż do bólu

sekwencyjny po granice

monotonny jak maszyna

rozwiązywał lęk

 

liniowo, krok po kroku

w algorytmu porządkach

powtarzając bez znudzenia

w miejscu ruch

 

koło słońca, prosty promień

gubiąc punkty decyzyjne

wychodząc spod skrzydeł rutyny

uczył się dopiero żyć

spojrzenie

patrzę na górę – prawie symetria

ach gdyby jeszcze ta droga

środkiem przebiegła w stronę przepaści

byłby ideał i zgoda

 

spoglądam na dół – tam lisia nora

wodopój i legowisko

ściana zieleni

czy ty też widzisz to wszystko?

hm

konstruktorzy bytów dziwnych

dumy pełni dobrodzieje

w sumie ich czterdziestu siedmiu

żaden chętnie się nie śmieje

 

tryglodyci na salonach

średni między średniakami

nie do pomylenia wychów

inni, ale tacy sami

 

jakby lotni na pół chwili

coś powiedzą prosto z serca

i za chwilą nowomową

w głowach znowu dziury wiercą

w hołdzie m.n.n.s.p.

mały był, lecz to eufemizm

nikomu się nie narzucał

niepotrzebny – co bolało

samolocik bomb nie rzucał

patrolowy lot za lotem

wyżej, niżej, z prawa w lewo

po to tylko, żeby poczuć

przestrzeń, siłę, wolność, niebo

samolocik patrolowy

mały, całkiem niepotrzebny

nie ma go, czy gdzieś pozostał

dobrze mu, czy wciąż jest biedny?