weź

weź pogadaj, nie bądź wiśnia

nie chowaj się za nie mogę,

nie mam czasu, może później

za wyruszam właśnie w drogę,

za bo kiedyś powiedziałeś,

ktoś powiedział, że mówiłeś

za bo krzywo tak spojrzałeś

miałeś dzwonić, nie dzwoniłeś

zanim zrobi się za późno

zanim zrobi się po ptokach

nim ostatnie znikną ślady

po ostatnich naszych krokach

do powiedzenia

dopowiedzenia, aneksy niuansów

nie do-wyjaśnione, w połowie urwane

zawieszone między, po środku, lub bardziej

wymyślone w części niesprecyzowanej

uwięzione w gardłach, zaplątane w chwilach

dzieci niepewności o skrzydłach motyla

naprawdę?

więc mogąc wszystko po kres wyobraźni

mogąc Ziemię wstrzymać i poruszyć Słońce

łzy radości przypisać jedynie na zawsze

wybierasz nie wątpiąc ni chwili pieniądze?

i naprawdę wierzysz, że na nich zbudujesz

a reszta posłusznie „jakoś się ułoży”

„sama z siebie”, lub jakiś biedny i usłużny

wyprostuje ścieżki, zamknięte otworzy?

prawda o prawdzie

spomiędzy setki zakamarków

prawda spogląda prosto w oczy

nie dbając, czy ją ktoś rozpozna

ani czy kogoś zauroczy

i nic jej, prawdzie, absolutnie

nie przeszkadzają nawet plotki

że się z profilu upodabnia

do zakłamanej swojej ciotki

nigdy jej, prawdzie, i przez minutę

rzadką niezwykle dekoncentracji

myśl nie zabłyśnie, by udowodnić

stuprocentową zawartość racji

a gdybyś kiedyś był zauważył

inne chociażby o włos zachowanie

radzę poszukać Ci jakiejś innej

a ta, gdzie była, niech pozostanie