gdyby wyrazy zmieniały rodzaj
zgodnie z poczuciem tożsamości
a nie tłamszone przez gramatykę
ileż by było wokół radości
wiersz byłby wierszą, a proza prozem
dzień dnią być może, księżyc księżycą
miłość miłościem, zaś baran owcą
szlafmyc z kolei byłby szlafmycą
i pewnie jak świat długi, szeroki
zostałby tylko jeden wyjątek:
głąb by niezmiennie pozostał głąbem
bo to natury głębszy porządek