historia poznania (część pierwsza)

to jest historia – daję Wam słowo

co się zdarzyła prawie naprawdę,

był facet, który w każdą sobotę

znosił do domu powietrze wiadrem

 

była babeczka ładna i mądra

nie miała w głowie miejsca na plotki

uczynna była ponad przeciętną

i dokarmiała bezdomne kotki

 

razu pewnego od wiadra gostek

ujrzał kobitkę mruczki karmiącą

i się zachwycił bo czuł, że ujrzał

postać anioła blaskiem bijącą

 

porzucił kubeł, przykląkł na grządce

na nic nie bacząc zerwał trzy róże

ruszył do pani serca swojego

(tak właśnie myślał wtedy gdy ruszał)

 

a pani serca – myśląc o kotkach

i lewitując w parach dobroci

pewnie ze strachu, a może w nerwach

trzymając worek z pokarmem kocim

 

zwrot nagły była i wykonała

worek wspomniany dzierżąc w prawicy

i cios zadała panu z kwiatkami

co był słyszany w całej dzielnicy

 

tu by historia się skończyć mogła

wszak wiele bywa nieporozumień

ponieważ jednak znam jej ciąg dalszy

milczeć nie będę zresztą nie umiem

 

cdn