historia poznania (część trzecia)

bo w jego oczach coś chyba było

może był ognik, a może łezka

i pani serce zaczęło mięknąć

prawdziwa prawda – choć jak groteska

 

serce jej zmiękło jak wosk na słońcu

jedno po drugim zmiękły kolana

tak oto pani i chcąc i nie chcąc

również poczuła miętę do pana

 

i dłoń do dłoni ruchem niewinnym

oko do oka, usto do usta

dalej nie będę się rozpisywał

bo to godzina dopiero szósta

 

mimo, że pierwsze te wydarzenia

miały swe miejsce podczas jesieni

oboje byli jak wczesną wiosną

jakieś owady otumanieni

 

żadnych sygnałów ze świata wkoło

i pan i pani nie odbierali

świątek czy piątek, rano, wieczorem

tylko ze sobą wciąż przebywali

 

można powiedzieć, że dalsze lata

złożone z sekund minut i godzin

to już był banał nuda i proza

jak w wielu setkach tysięcy rodzin

 

pani karmiła koty powietrzem

a kocie żarcie pan wiadrem nosił

czy przydarzyło im się coś jeszcze

już nie napiszę, bo nikt nie prosił