idę lekko zamyślony
nagle słyszę, że ktoś jojczy
zaglądam przez małe okno
patrzę siedzi stary krojczy
łzy mu lecą po policzkach
szkoda chłopa, chrząkam, patrzy,
kłaniam się, zagajam jakoś
opowiada – miałem na trzy
płaszcze kupon gabardyny
rozłożyłem jak należy
posprawdzałem tak jak zawsze
pewnie pan mi nie uwierzy
nie pomogło mi skupienie
i poranne obie kawy
ale płaszcze miły panie
krótkie będą mieć rękawy
nie wiedziałem śmiać się, płakać
lecz złapałem, że krojenie
to nie fraszka, nie igraszka
tylko trudne zagadnienie