idzie ulicą raz Hildebranda
patrzy: kawiarnia, ogród, weranda
wchodzi, stoi, chwilę zwleka
(w środku widać – to apteka)
nic nie speszona prosi: pan tran da
ps.
tak już nałogowcy mają, gdy używki swej szukają
zdarza się, że zmyli człeka i przedszkole, i apteka
i księgarnia, zakład szewski, stolarz (pan co struga deski)
skutkiem błędu są zakupy, tak potrzebne jak psu buty
ogarniajcie swe nałogi, bo to sport niezmiernie drogi ;)