magia liczb – mały jubileusz

ha! witam Was Drodzy Goście we wpisie numer 1500 :)

gdyby mi ktoś powiedział niemal 4 lata (dokładniej 201 tygodni) temu, że tyle wpisów zamieszczę, nie zaprzeczyłbym wyłącznie przez wrodzoną grzeczność

gdyby dodał, że na blogu pojawi się 7887 komentarzy, popukałbym się (przez grzeczność, wrodzoną zresztą, dyskretnie) w czoło

gdyby nadmienił, że moje rymowanki zdobędą 530 tysięcy odsłon, roześmiałbym się mu w twarz (pomimo wrodzonej, jak nadmieniałem, grzeczności)

i jednej tylko magicznej liczby nie znam, nie wiem ile Was jest Czytelniczek i Czytelników, Gościów i Gości :)

ale może ją poznam? w sumie, gdybyście mi pomogli, gdybyście zostawili ślad w komentarzu, sztuka mogłaby się udać

coachartur pozdrawia magicznie :)

muza trzecia

pozycja trzecia i nadal nie mam problemów z wyborem – co jest, czyżby cała setka miała przejść gładko? ;)

na dziś to nie jest mój numer jeden z albumu, ale historycznie jak najbardziej kawałek zasłużył na muzyczne podium

najpierw poruszył muzyką, potem tekstem (tłumaczonym przez życzliwych kolegów na początku), później utkwił w pamięci scenami z filmu i utrwalił się wykonaniami koncertowymi z tras Rogera Watersa

jeśli ktoś jeszcze całej płyty nie przesłuchał, to pora jest najwyższa

niby „we don’t need no education”, ale uprzedzam lojalnie: mogę odpytać o historię Pinka!