szuka pracy

przeczytałem dzisiaj rano

dziwne nieco ogłoszenie:

za pieniądze bardzo chętnie

w to co zechcesz się zamienię

 

mogę stać się linoskoczkiem

żółtą tykwą (taką dynią)

klockiem lego, czapką z daszkiem

młotkiem, albo aspiryną

 

w dziesięć sekund przepoczwarzę

i przekształcę się w motyla

wydasz rozkaz, a ja latał

będę i jak trzmiel zapylał

 

zbudowało mnie ogromnie

owo dziwne ogłoszenie

swoim końcem wyrazistym:

tylko w świnię się nie zmienię

Arkady

na majowym spacerku podstarzały Arkady

widząc dziewczę młode takie dawał jej rady

nie bądź sarenko płocha

bo nikt cię nie pokocha

ona słysząc tyrady, mruknęła: ach te dziady

zawijacze

zawinęli – nie do portu

nie pod kołdrą, nie buchnęli

nie sztandary, nie interes

nie dla chwały, ni idei

 

nie za darmo, nie z ochotą

nie w podskokach, nie z radością

nie dla kumpli, nie dla mamy

nieudolnie, nie z godnością

 

sam w ich ślady bym był poszedł

optymizmu nie utrzymał

gdybym osiem godzin dziennie

w knajpie naleśniki zwijał

metaforycznie

wiem, że dziś mi nie uwierzysz

wiem, że powiesz, że to bzdury

kiedy patrzysz od podnóża

na szczyt niebotycznej góry

 

jesteś przeciw, stawiasz veto

strajk urządzasz, protestujesz

czasem nawet nogą tupiesz

smutne, lecz nic nie zwojujesz

 

góra będzie kiedyś płaska

zmięknie i najtwardsza skała

nie pomoże żaden cement

ani żadne rusztowania

na chwilę

wyszła na krok za granicę

mówiąc – będę znów za chwilę

tylko sprawdzę czy uchwycę

inność, czy się nie pomylę

 

jeden krok i świat nieznany

pod rządami obcych zasad

gdzie jesteś? słyszysz?

hej, wracaj!