wszystko mija

zagoniony w kąt słowami

w sieci pseudo-zobowiązań

wizją zmanipulowany

bo łakomy nowych doznań

 

sprowadzony do parteru

zbity jak pies, zagubiony

twardniejący mimo bólu

silny, o krok od agonii

 

i mgły tabun

koniec sztormu

fala gładzi, nie rozbija

 

wszystko mija

mamy

ile siły i zapału

każdy jeden syn mieć musi

by się wyrwać spod skrzydełek

żeby uciec od mamusi

 

tak bywało przed wiekami

tak jest teraz, gdy narzędzia

matki mają do tropienia

i doglądania dziecięcia

 

dziś mamusie w komputerze

i w komórce i fejsbuku

znaleźć zbyt dużo potrafią

synu jesteś wręcz bez ruchu

 

choć brzmi strasznie jest prawdziwe:

jak byś synu się nie biedził

czy z techniką, czy też bez niej

mama szybko cię wyśledzi

 

to jest straszne jak tsunami

lub globalny zbrojeń wyścig

gdy coś zrobisz – nie ukryjesz

mama i tak się domyśli

spotkanie po latach

proszę jaka niespodzianka

kopę lat cię nie widziałem

serio, bywasz tu codziennie?

już wróciłeś? nie zostałem

a pamiętasz może Marka?

fakt on był w dziewiątej grupie

nie mam dzieci, polityka?

szkoda czasu, były głupie

lat minęło osiemnaście

dużo lecz w szalonym pędzie

łapiesz nitki i próbujesz

wiążesz, supłasz, motasz, przędziesz

brzdęk – dźwięk gongu, czas upłynął

runda jest już zakończona

daj telefon, miło było

wiesz, rozumiesz, dziecko, żona

ulga, zwiałem, ale nudził

chyba trochę go zmęczyłem

znałem kiedyś tylu ludzi

gdzieś po drodze ich zgubiłem

rozmowa z mistrzem

z dala od rozgrzanej tłuszczy

tam gdzie stary dąb się zwalił

zabrał mistrz swojego ucznia

i mu takie dziwy prawił

 

szybciej dojdziesz gdy powoli

krok za krokiem, byle składnie

najkrótsza jest prosta droga

na niej w błoto się nie wpadnie

 

nawet najwspanialsze chęci

nic nie dadzą bez działania

a pokora spowoduje

że sami będą się kłaniać

 

mistrzu – uczeń tak zapytał

gdy wysłuchał już wywodu

cóż to chciałeś mi przekazać

i z jakiego powodu

 

czy cię moich brak postępów

skłonił do powtórki lekcji

czy niestrawność, czy sumienie

jaki powód twych obiekcji

 

nigdzie przecież się nie spieszę

z drogi i o cal nie zbaczam

robię to co robić lubię

wrogom i bliźnim wybaczam

 

mistrz swą długą siwą brodę

poczochrał dwoma palcami

i powiedział słuchaj synu

nie szermujmy już racjami

 

to nie o nie wcale chodzi

ani o konkretne rady

ważne, żebyś umiał myśleć

i niezłomne miał zasady

modlitwy Janka

odpoczynek i lenistwo, to marzenia pana Janka

ach, by móc je praktykować, co wieczora, co poranka

modlił się Jan bez ustanku – by go praca nie niszczyła

by inwencja, pomysłowość, kreatywność, aby siła

towarzyszyły mu ciągle, bez najmniejszej nawet przerwy

dając radość, satysfakcję i by mocy tej rezerwy

Jan w odruchu serca pięknym wykorzystywał dla ludzi

aż pewnego w środę ranka, kiedy Jasio się obudził

patrząc na pełen kalendarz otępiałym nieco wzrokiem

mruknął – za czym to ja głupi zatęsknić śmiałem przed rokiem?

za spokojem, za zadumą, za refleksją i za ciszą

czy adresaci mych modłów aby całkiem dobrze słyszą?

tak – głos z góry odpowiedział – tak Janeczku, każde słowo

czego chciałeś, to dostałeś, to spełniło się wzorowo

z opowiastki przytoczonej niechaj płynie stara prawda

nim poprosisz pomyśl chwilę, by cię nie spotkała twarda

nieugięta, konsekwentna i bolesna rzeczywistość

Janku korzyść weź z nauki, nie na dziś, ale na przyszłość

człowieku!

z rzeką byś się nie pokłócił

górze wyrzutów nie robił

wiatru jak wiać nie pouczał

ale siebie? Boże drogi

i o świcie i wieczorem

za pomyłkę, za marzenia

za opinie innych ludzi

karałbyś, poprawiał, zmieniał