czy bym umiał?

dziś pytaniem bardzo prostym

męczysz mnie – raz nie wiem który

czy bym umiał, ot tak z marszu

do brukowca zmyślać bzdury

 

że wataha siwych owiec

i baranów wpół zdziczałych

atakuje nocą ludzi

gryzie i zadaje rany

 

że konstruktor z Igrekowa

w swym garażu  na działeczce

konczy właśnie łódź budować

i chce ową pływać w beczce

 

że łączenie potraw może

opłakane miewać skutki

a procenty tak nie szkodzą

jeśli dodać szczaw do wódki

 

że indianie z wysp Bungafe

zdrowi są i długowieczni

bo nie noszą butów, ale

mają pięty jak naleśnik

 

znam odpowiedź, mógłbym owszem

nawet nie pod wpływem środków

i bez żadnych wspomagaczy

nie wiem tylko po co, kotku

oferty

drogi panie w pierwszych słowach

niech mi będzie wolno… tego

oraz także, również, owszem

kup pan, wesprzyj mnie biednego

 

jestem ja i mój dostawca

dumny mega, kilo, deko

że umiemy gwint na śrubce

zrobić turbo, ergo, eko

 

pe prezesie i zarządzie

poświećcie mi pół godziny

bym mógł wam zaprezentować

coś dla firmy i rodziny

 

o czym piszę? wciąż nie wiecie?

psst, to sekret, między nami

z nudów sięgnąłem do teczki

ze starymi ofertami

widoczek

pod trójkątnym siedzę niebem

patrzę na zielone ściany

relikt w oczy sam się rzuca

jedzie drogą nad kółkami

gość na plecy płaszcz zarzuca

ptak sie błąka zagubiony

woda jeszcze cicho szumi

czuję się w pejzaż wtopiony

Renato

och Renato, och Renato

zasłużyłaś sobie na to

swą miłością do owoców

wylegiwania wśród koców

uwielbieniem do sałatek

majonezów, sosów, wkładek

mięsnych nawet do serniczka

do pasztetów, do indyczka

do napojów gazowanych

i kompotów przesładzanych

zasłużyłaś w stu procentach

wiec nie grymaś i nie kwękaj