nowa Epidemia

choroba niezdefiniowania

jeśli nie nazwiesz, nie istnieje

nie umie zmieścić się w szufladce

nie chce zagoić się, ropieje

odbiera spokój, myśli goni

jak wiatr po szczytach wydm przy plaży

choroba niezdefiniowania

tylu pacjentów, co lekarzy

jak powinno

znów jak powinno przeszkodziło

zmyliło pogoń, splątało ślady

brzuch minutami głodny napasło

głuche i ślepe w imię zasady

znowu powinno się oburzyło

brakiem praktyki skrajnym szacunku

my dobrzy, źli oni, nigdy odwrotnie

utrwalony zapis wizerunku

nie tak

nie tak się z wami umawiałem

choć bez kontraktu dałem wszystko

i jeszcze więcej, i odrobinę

aż w końcu źródło wyschło

nie tak się z wami umawiałem

choć nie liczyłem co kto komu

aż w końcu bilans zliczyć przyszło

odnaleźć się we własnym domu

nie tak się z wami umawiałem

choć nie prosiłem obietnicy

tropem powodów podążałem

aż w końcu mi zabrakło przyczyn

nie tak się z wami umawiałem

choć błędów mam na koncie tysiąc

wciąż nie wiem, który pierworodny

który ostatni – mogę przysiąc