niemus, odmiana wolności

ty się nie musisz zgadzać ze mną

radości czuć, wstrętu, czy złości

nie musisz patrzeć, ani czytać

spotykać mnie, przychodzić w gości

ani szanować, ani gnębić

mordować, na piedestał wnosić

wiedzieć nie musisz, że gdzieś jestem

a ja nie muszę prosić

z przypadkiem w tle

jeszcze cię jutro na spacerze

zobaczę pewnie, tak zakładam

ty jeśli spojrzysz w moją stronę

zobaczysz, że na ławce siadam

a potem zdziwię się, ty zdziwisz

zaniepokoję, zaniepokoisz

czemu nie idzie? był już czy będzie

siedzi, czy obok drzewa stoi?

jeżeli tylko głowę zwrócę

jeśli mnie dzisiaj zauważasz

albo mnie zauważysz wkrótce

nie widzieć ludziom wciąż się zdarza

ukojenie

nie wiem kim obcy, pewnie szukałem

wzywałem próżno z efektu chęci

dni odpowiednio nie traktowałem

ku szacunkowi nie chciałem skręcić

zmiany pragnąłem pomimo kosztów

skusiły blasku marne okruchy

słowa rzucałem z dala od kształtów

rękami chciałem uchwycić duchy

w sieć dni łowiłem niczym paciorki

sam sobie sterem i czym tam jeszcze

byłem tułaczem bez nazwy portu

na boków burtach… i mam ją wreszcie

pacjent

cierpliwy z definicji

z braku możliwości

z nabytych deficytów

z wyroku uległości

zależny od woli braci

posłuszny i zbuntowany

niosący konsekwencje

przyczyny znanej, nieznanej

chwilowo na torze bocznym

niepewny co chwila znaczy

z pytaniem bez odpowiedzi:

czy mogło być inaczej?

konie w panteonie

miałem na dzisiaj pomysł poczciwy

aby coś z sensem zrobić dla świata

ale mi przeszło, przyznam bez bicia,

potocznie mówiąc: pomysł mi lata

skoro (tak zwane) ojce narodu

reprezentanci (tak zwani) nacji

zdecydowali koniem się zająć

też dodam sobie dzień do wakacji

położę zaraz się na łóżeczku

przykryję pode brodę kocykiem

i się mentalnie zaopiekuję

koniem, lub choćby tylko kucykiem (*)

no i dołączę – rzecz oczywista –

zgodnie z instrukcją, do panteonu

w którym dziś orzeł rządzą z bocianem (sic!)

parę arabów, trzech perszeronów

troje tarpanów, Hacka, mustanga

dorzucę cztery huculskie konie

i będę czekał co się wydarzy

któż to zasiądzie w końcu na tronie

bo proszę Miłych, mam podejrzenie

co z obserwacji prostych wynika:

komuś (koniowi???) do łba strzeliło

wykolegować z godła bielika

 

(*)

a jeśli myśl ma wolna, swobodna

będzie chwilami bardziej podniosła

może dołączę – trudno wykluczyć –

do wyobrażeń nawet i osła