160318

gdy do stosu kat ogień przyłożył

dało słyszeć się głos jeden w tłumie

(pewności mieć jednak nie warto)

– stary ja cię już chyba rozumiem

 

przywiązany do pala jak flaga

którą wcześniej niczym szmatę podarto

przyszły szaszłyk o smaku ludczyzny

mruknął – znaczy się, było warto

160314

nieczęsto AŻ TAK czuję, że żadnego słowa zmienić nie sposób (mimo powtarzalnej niezgody na niektóre przy czytaniu w myślach i na głos), żeby zachować spójność wiersza; rzadko aż tak szyk MUSI być nie inny; prawie nigdy obraz po kilku godzinach nie jest NADAL precyzyjny i wyraźny

odwiedził stary mnie przyjaciel

(tylko dlaczego właśnie dziś?)

– chciałbym już przestać ciebie wspierać

wiesz, ludzie proszą, się zgodził byś?

szliśmy po błocie przez podwórko

o setki kilometrów rzucone

do marmurowych schodów pałacu

razem, lecz każdy w swoją szedł stronę

drzwi złe wybrałem może zmylony

niepasującym mysim warkoczem

a może stopniem, tym brakującym

którego w porę raz nie przeskoczę

wnętrza, cóż one! znam powierzchownie

postać Poetki, uśmiech schylony

wyjście, niestety znów niewłaściwe,

widok Galerii, kumpel zdziwiony

stary przyjaciel, przecież go nie ma

chociaż niedawno tak jeszcze był

gdzieś na poddaszu nieistniejącym

pod słońcem zamieniający się w pył

160313

kolejne zdarzenie spływa

po duszy jak kropla po szybie

deszczu, od nieba dla ziemi,

to prawda, ale fałszywie

zniekształca sens wypowiedzi

gdy sprawy są niczym burza

od nieba dla ziemi pioruny

sekunda, która odurza…

a drzewa jak stały, stoją

a wiatry jak wiały, tak wieją

od nieba dla ziemi, niezmiennie

zbierają plon, ci co sieją