dawno temu – tak słyszałem
jeśli łżę, to niech się smażę
w szkołach, domach i urzędach
wszędzie były kałamarze
w kałamarzach był atrament
czarna ciecz (lub granatowa)
i jak wiecie atramentem
się pisało różne słowa
(zaraz, chwila, by nie było
że palnąłem wielką bzdurę
się pisało atramentem
i w nim umoczonym piórem)
były szkoły kaligrafii
były problemy z kleksami
z przenoszeniem, poprawkami
z gramatyką i z bykami
usłyszałem dwa dni temu
gdy w pociągu byłem, w drodze
następującą opinię
z którą raczej się nie zgodzę
„że dzisiejsze komputery
takie rzeczy już potrafią
(na ten przykład doskonale
radzą sobie z ortografią)
iż człowieka rola cała
przy pisaniu nowych książek
to jest podejść do maszyny
i pociągnąć raz za drążek
w pudle warknie i zaszumi
ciut postuka i poszmera
i wyskoczy zaraz dzieło
coś na miarę Pulitzera”
nie wtrącałem się w rozmowę
chociaż mi pachniała bzdurą
czemu? przecież to nieważne
czy komputer, czy też pióro
służy wiernie pisarzowi
do utworu notowania
to narzędzie martwe tylko
i nie w nim jest duch pisania
jeśli kto ma inne zdanie,
to: szanowni adwersarze
nie przedmioty, ale ludzie
nie maszyny, a pisarze
tworzyć będą do godziny
tej ostatniej na zegarze
(wiem, powtarzam się, co zrobić…)
nie maszyny, lecz pisarze