mój polski alfabet – ł

złamał skrzydło raz Pegaz

a właściwie dwa skrzydła

wychudł zaraz, zeszkapiał

nie pił wody z poidła

 

traw niebiańskich nie skubał

nie podgryzał obłoków

aż mu Zeus powiedział

dosyć koniu tych fochów

 

pan Olimpu mu łupki

zgrabne szybko przyłożył

i ogierek sił przypływ

poczuł szybko i ożył

 

a tak mówiąc po prawdzie

cicho i między nami

gdyby się nie ogarnął

miałby Zeus salami

mój polski alfabet – ć

ja chcę stąd iść

kusi mnie liść, właściwie liści kiść

ach już tam być

w kiści się skryć i pełnią życia żyć

nie chcę tu gnić

szarą nić wić, kryć się, maskować

pora się wzbić

odlecieć, przestać udawać

 

ach droga ćmo

zakończyć już, nadeszła nareszcie pora

bezokolicznikowy ciąg

wynocha, fora ze dwora

mój polski alfabet – ą

spójrz na flądrę zwierzę mądre

o wyglądzie jej nie bąkaj

bądź co bądź mogło być gorzej

mogła kształty mieć pająka

 

nie sądź flądry po majątku

nie wyrządzaj flądrze krzywdy

bądź co bądź mogło być gorzej

mogła być dłużniczką wydry

 

twórz krąg flądry zwolenników

samych żądnych władzy ludzi

bądź co bądź flądra jest rybą

więc pływanie ich ostudzi

 

kończąc bzdurną bajkę tą

w pół słowa urywam wątek

jeśli ci mało flądry i ą

to wracaj na początek

mój alfabet – z

czym by było me dzieciństwo

bez zygzaka (znaku Zorro)

nie mam żadnych wątpliwości

brzmi paskudnie, brzmi jak horror

 

bez zabawek, bez szpadelka

pana Zenka, wujka Józka

co by sznurek zastąpiło

czym bym jeździł zamiast wózka

 

zero bezów, tylko sernik

żadnej zupki, tylko drugie

w wizji świata bezzetnego

z przerażenia aż się gubię