dopowiedzenia, aneksy niuansów
nie do-wyjaśnione, w połowie urwane
zawieszone między, po środku, lub bardziej
wymyślone w części niesprecyzowanej
uwięzione w gardłach, zaplątane w chwilach
dzieci niepewności o skrzydłach motyla
blog rymowany
dopowiedzenia, aneksy niuansów
nie do-wyjaśnione, w połowie urwane
zawieszone między, po środku, lub bardziej
wymyślone w części niesprecyzowanej
uwięzione w gardłach, zaplątane w chwilach
dzieci niepewności o skrzydłach motyla
więc mogąc wszystko po kres wyobraźni
mogąc Ziemię wstrzymać i poruszyć Słońce
łzy radości przypisać jedynie na zawsze
wybierasz nie wątpiąc ni chwili pieniądze?
i naprawdę wierzysz, że na nich zbudujesz
a reszta posłusznie „jakoś się ułoży”
„sama z siebie”, lub jakiś biedny i usłużny
wyprostuje ścieżki, zamknięte otworzy?
spomiędzy setki zakamarków
prawda spogląda prosto w oczy
nie dbając, czy ją ktoś rozpozna
ani czy kogoś zauroczy
i nic jej, prawdzie, absolutnie
nie przeszkadzają nawet plotki
że się z profilu upodabnia
do zakłamanej swojej ciotki
nigdy jej, prawdzie, i przez minutę
rzadką niezwykle dekoncentracji
myśl nie zabłyśnie, by udowodnić
stuprocentową zawartość racji
a gdybyś kiedyś był zauważył
inne chociażby o włos zachowanie
radzę poszukać Ci jakiejś innej
a ta, gdzie była, niech pozostanie
uwierzcie, jeśli nie wiecie
najlepiej się działa w duecie
co nie oznacza niestety
że wszystkim pisane duety
jakoś ze dwa miesiące temu
rok, tydzień, a może godzinę
iluś (stu, dwustu, może czterech
szczegółów nie znam, pominę)
spotkało się, by zrobić gdzieś coś
lub tylko, by cel ustalić,
ambitny, z ikrą i sensem,
inny niż: „czas (po prostu) zabić”
lecz, czy to wodne cieki
czy upał, aż do mdłości
jakoś iluś, mimo chęci,
mimo wysiłków jakości
udokumentowanych
jękami, potem, papierem,
rozeszło się, tam skąd przyszło,
zadowolonych zerem
nie przeszkadzała sądzić niewiedza
pewnym być co dzień, w każdym momencie
tego co było oraz dlaczego
tak, nie inaczej dokładnie będzie
poza zasięgiem wzroku, dotyku
snuły lepiące się pajęczyny
kierując ścieżki niczym przypadkiem
by nie potykać się o przyczyny
szum uporczywy słów oczywistych
zdał się przejawem natury wdzięku
sensu nie tracąc, horyzont zmieniał
nie dopuszczając do progów lęku
i gdy zasłony spadły i spadną
gdy perspektywa zjawi się świeża
cóż się okaże? że chcesz zawrócić
czy starym kursem szlaki przemierzać?