niemożliwości

są niemożliwe do nazwania

i gdy nazwane w próbie ułomnej

nie do pojęcia pomimo woli

twojej lub mojej, lub obustronnej

a jednak mówię, szukasz i słucham

okruchy sypiesz i ziarna zbieram

kroki stawiamy, aby do sedna

niemożliwości z wolna docierać

natłoki

każde jedno nowe słowo

na krawędzi myślokręgu

ostrzeżenie nagłe budzi

niesie przykrą falę lęku

ile słów kolejnych przyjdzie?

jakie przyprowadzą zmiany?

czy zostanie tak jak było?

czy sens zachowają plany?

a jeżeli fala słowna

niczym morze się rozleje

i zatopi znane prawa

gdzie pojutrze się podzieję?

do cioci

ciocia się tak już nie ekscytuje

zaszkodzi cioci, nie daj Boże

wątroba cioci spuchnie, lub ucho

ogólnie będzie cioci gorzej

stawy się cioci potem odezwą

na czole cioci wystąpi żyłka

a proszę cioci nic się nie stało

ciociu to tylko ściema i zmyłka

co się ma dziać się ciociu się dzieje

kto ma zarabiać ciociu zarabia

i kto ma tracić ten ciociu traci

chce ciocia sobie zdrowie osłabiać?

a jeśli ciocia coś zrobić musi

działania ciocia potrzebę czuje

to niech się ciocia ładnie pomodli

i ładnie ciocia niech zagłosuje

jedno słowo

wśród tysiąca słów tysięcy

od Bałtyku aż po Tatry

chciałem znaleźć to jedyne

które wywołuje wiatry

które mąci, które psuje

wyjaśnia czemu się nie da

i znalazłem wreszcie gada

ma na imię krótko: bieda

biedą zgrabnie uzasadnisz

małe świństwa, wielkie zbrodnie

strach przed biedą ci pozwoli

(czytaj: aby żyć wygodnie)

zlekceważyć, sponiewierać

przymknąć oczy po raz pierwszy

przymknąć potem na przymknięcie

by bez biedy czuć się lepszym