lubię

lubię te chwile, gdy słów jeszcze nie ma

ale rytm gdzieś pulsuje i jest już muzyka

gdy myśli się w temat z wolna ubierają

kiedy mgła opada, kiedy ciemność znika

pode płotem

toż to absurd proszę pana

tak siąść sobie pode płotem

gdy się wokół tyle dzieje

kiedy każdy ma robotę

mógłbyś panie dajmy na to

pójść do sklepu po prezenty

ale siedzieć? pode płotem?

i się gapić jak zaklęty?

pewnie żona na kolanach

schody myje i podłogi

a pan siedzisz pode płotem?!?!

jak tak można panie drogi?

mógłbym jeszcze pocytować

co słyszałem koło płotu

morał mógłbym też wymyślić

lecz wystarczy już trajkotu

stęskniłem się

więc… (tak zacznę, choć wiadomo

iż to jest paskudnym błędem,

lecz uparty zawsze byłem,

jestem, no i pewnie będę)

więc stęskniłem się za Wami

odprawiając urlop miły

(co go sam sobie przyznałem

by podreperować siły)

internety miałem liche

i programy intensywne

(od łażenia – czyt. spacerów

oraz całkiem jeszcze inne)

co stawało na przeszkodzie

by Was czytać, pisać do Was

ale koniec już wywczasów!

pora wreszcie poblogować!

jeszcze tylko zakup zrobię

(żeby kasza choć w spiżarce)

potem wracam i przed klawisz

(słyszycie? strzelają palce) ;)

legendy miejskie – Kraków

Krak na karku miał już latka,

zasłużony tytuł dziadka,

gdy nad grodem zapadł mrok

bo się był przypętał smok

smok wiadomo, je jak leci

starszych, średnich, młodzież, dzieci

oraz wszelkie inne ssaki

ryby, płazy, tudzież ptaki

więc się wnet zaczęły krzyki

– ukróć Kraku te wybryki!

pozbędziesz się gada zgrabnie

i ci z głowy włos nie spadnie,

przegrasz z powodu demencji

nie marz o nowej kadencji;

Krak był wydął butnie wargi

poogłaszał był przetargi

czekał popijając trunki

wygrał szewc – spełnił warunki

(chociaż dziwne było to

bo nie działał w branży zoo)

dalej wiecie, smak na owce

zagnał bestię na manowce –

resztki smoka do śmieciarki

trafiły za sprawą siarki

podobno w każdej legendzie

ziarno jest, więc i tu będzie:

gdy się zaczynają skargi

trzeba ogłaszać przetargi