kluski

pewna kluska, pewnej klusce

zrobiła plamę na bluzce

lecz o dziwo, kluska druga

(która chętnie zwykle ruga)

klusce nic nie powiedziała

czemu? ponieważ spękała!

w gotowaniu, w poprzek, wzdłuż

(nie, że wylazł z kluski tchórz)

i tak prawdę powiedziawszy

gdy pomyśleć o tym chwilę

kto ubiera w bluzki kluski?

chyba jacyś bluzkofile?

dzień dobrły

nic absolutnie nie znaczyło

a miłe było nieprzeciętnie

dreszczyk wzbudziło i emocje

pozory, że jest już przepięknie

że świat się zmienił ostatecznie

pokonał w końcu hipokryzję

pora najwyższa – zrozumiałem –

przestać oglądać telewizję

kula w głowie

kulał się z trudem i na lewą nogę

z kulą u nogi szedł zgięty o kulach

jeszcze zanim nowy krok dobrze postawił

już się zwijał niczym piskorz jaki w bólach

kulą warunki mu były i bliscy

pogoda, podatki, niemądrzy posłowie,

źli nauczyciele i okoliczności

właściwie wszystko, oprócz myśli w głowie

kropla

– o urwana z chmury,

dokąd pędzisz? – nie wiem…

– wylądujesz w kałuży?

a może na drzewie?

wiatr o szybę cię rzuci?

do kalosza wpadniesz?

– nie wiem, zgaduj gdy musisz,

lecz i tak nie odgadniesz

o zmarnowaniu

zmarnowany nieco Marian

(czyli w nie najlepszym stanie)

wstał pięć minut po dziesiątej

lekkie raczej zjadł śniadanie

pożałował, że zmarnował

wieczór oraz zdrowia krztynę,

głowę umył pod prysznicem

i znów poszedł w koleinę

panowie P i R

żył w mieście N pewien pan Pe

zapału pełen, w gębie mocny

może prezesem był – kto wie?

a może stróżem, takim nocnym?

i żył tam też, w pobliżu, eR,

zamknięty ciut, z którego zapał

nie tryskał niczym gejzer, lecz

jak z kranu co ma przeciek kapał

znał Pe eR, eRa Pe też znał

znali się świetnie, bo od dziecka

łączyła przyjaźń wielka ich

szczera i dobrosąsiedzka

czasem się tylko dziwił Pe

(nie, nie złorzeczył, nie pomstował!)

czemu ma Robił dobrze tak

a nie on, Zygmunt Jan Próbował