Hel, pod górkę po ulicy
we śnie, na granicy jawy
stara szkoła, której nie ma
dom rodzinny mojej mamy
las daleki z pomnikami
człowiek, którego się bałem
strych i studnia i jezioro
pamiętam, czy zapomniałem
blog rymowany
Hel, pod górkę po ulicy
we śnie, na granicy jawy
stara szkoła, której nie ma
dom rodzinny mojej mamy
las daleki z pomnikami
człowiek, którego się bałem
strych i studnia i jezioro
pamiętam, czy zapomniałem
całkiem? czemu zaraz całkiem?
połowicznie też jest ślicznie,
tajemniczo, nastrojowo,
z dreszczem, nieco dramatycznie,
nie wiadomo czy zabraknie
bez gwarancji, że wystarczy,
równie dobrze koniec z tarczą
zdarzy się, jak i na tarczy
a czemuż to nie radośnie?
i czemuż to nie z uśmiechem?
dlaczego źle i pod górkę?
czemu nie super i w dechę?
dlaczego teraz poważnie?
i czemuż tak nie wypada?
z jakiegoż powodu później?
czemu stypa, nie biesiada?
pod pewnym względem szliśmy równolegle
ja wyżej, ty niżej, a każdy na wprost
ty wysoko, ja nisko, po różnych płaszczyznach
niby prostopadle, a jednak na skos
mama przeżywała ciążę
tata mamy w ciąży bycie
potem Jasio przeżył odrę
pierwsze w przedszkolu się bicie
całus słodki był przeżywał
(całe długie dwa tygodnie)
dwóję z matmy na półsemestr
porwane dżinsowe spodnie
egzaminów dwa tuziny…
potem poszło jakby z górki
ślub troszeczkę poprzeżywał
i gdy się rodziły córki
***
lepiej, gorzej, po co mierzyć
widać przecież znakomicie
że choć ciągle coś przeżywał
jedno tylko przeżył życie
dobry pomysł nic nie znaczy
ani nawet święta racja
kiedy w kącie się zalęgną
„powinno” i „biurokracja”