zadzwonił wujo

zadzwonił wujo, nieomal z żalem

co tam nieomal, mocno nie w sosie

zamiast dzień dobry z krzykiem od razu

że krótkie formy, to on ma w nosie

że jakim prawem ja się ośmielam

pisać te swoje dwulinijkówki

które wujowi źle się kojarzą

i zasadniczo są jak pyskówki

jeżeli on wuj, się fatyguje,

włącza komputer świątek i piątek

to życzy sobie by czytać długo

i on tu chętnie zrobi porządek

jeśli mi liter zabrakło – krzyczał –

to on mi liter worek podrzuci,

ale on sądzi, że jestem leniem

nie zaprzeczałem, z sobą się kłócił

karta – psia mać – Warszawiaka

mam lat czterdzieści siedem

na świat przyszedłem na Karowej

tutaj skończyłem podstawówkę

technikum, studia podyplomowe

tutaj mieszkałem połowę życia

a w okolicy część pozostałą

i pytam (grzecznie jeszcze na razie)

czy to jest jeszcze – psia mać – za mało?!?!

tutaj się wódkę pić nauczyłem

tutaj łaziłem w nocy i we dnie

tutaj o swoje z losem się biłem

mając wyniki dobre lub średnie

tutaj czekałem na autobusy

tutaj w popsutych stałem tramwajach

a teraz jakieś tam urzędasy

chcą sobie ze mnie porobić jaja?

dziś definicją jest Warszawiaka

kto gdzie w skarbówce rozlicza PITa?!?!

no ludzie proszę, chyba nie wiecie

jak Warszawiaka w człeku odczytać

stać mnie na droższe – psia mać – bilety

drożej za teatr – psia mać – zapłacę!

a Warszawiakiem jak byłem będę

bez waszej karty – psia mać – pajace

wędźcie wyborczą waszą kiełbasę

cwane dziewczęta i cwani chłopcy

a ja stąd jestem i stąd zostanę

i nigdy tutaj nie będę obcy

komu nikat komu?

w dniach najbliższych, że z powodu

urlopu, może się zdarzyć,

iż na Wasze komentarze

mogę nie odkomentarzyć

 

w sieci będę tyle tylko

by z zapasu korzystając

coś dorzucić i natychmiast

od kompa czmychnąć jak zając

sztuka porozumiewania

wybieram słowa

starannie, albo próbuję

buduję, niczym z klocków

ślę, drukuję, publikuję, komunikuję

przechodzą, rzucają okiem

próbujesz, albo starannie

czytasz, myślisz, rozumiesz

mój czerwony kwiat kłujący dłoń

twój smak lodów z dzieciństwa przypomniany

boli

boli łapa kota Heli

Hela lata goła cała

całe noce goli nogi

noga Heli bobu dała

daje Hela wazę zupy

zupy gary Hela soli

soli Jana odór bije

bije żonę aż-do woli

wolą boju żona pała

pałą Hela Jana złoi

złoi baba męża ręką

ręka pani Heli boli

komunikacja

gdy praprzodek był na drzewie

jeszcze większość czasu siedział

to na widok praprzodkini

co zazwyczaj był powiedział?

czy to było „o” gardłowe?

takie z trzewi „ehuhu”?

i czy innym mówiąc słowem

słów nie brakło nieco mu?

a gdy przodek zszedł na ziemię

by tam spędzać większość dnia

z praprzodkinią oczywiście

(nie czepiajcie się za „pra”)

to czy łażąc pośród chaszczy

gdy mu zginął baby ślad

(dajcie spokój – to też słowo)

wołał „huhu”, czy „haha”?

drzew ubyło i ubywa

(ktoś chce mi odmówić racji?)

a po prawdzie trudno dostrzec

postępy w komunikacji ;)