kiedyś było prościej?

ANIAGRA: dziękuję za perełkę :)

 

wokół słyszę groźne głosy

które wieszczą koniec świata:

informacja nas przytłacza

jeszcze góra dwa-trzy lata!

jak połapać koniec z końcem!?

jak istotne odfiltrować

od miałkiego, nijakiego!?

(które można by pochować)

pojęcia się rozdrabniają

i jak rak – słyszę – panoszą!

dawniej panie prościej było!

(groźne głosy groźnie głoszą)

tych co by się podpisali

pod twierdzeniem przytoczonym

spytam: ile osób było

na urodzinach u żony?

i umówmy się, użyję

nazw z polskiego średniowiecza,

dla rodziny i kuzynów

od kądzieli i od miecza:

trzy tańczyły z dziewierzami

dwie szurzyny z paszenogiem,

jątrwy cztery plotkowały,

a współświekier złamał nogę

obie zełwy plus swakowie,

trzej kumowie i ich kmotry

narzekali wciąż na jadło

(że go nawarzyły łotry)

brat przyrodni toast wznosił

bodajże na świeści cześć,

albo swatwi – ale której?

w sumie wszak było ich sześć

tysięczny konkursik

ogłaszam konkurs dla rymujących

i tych co właśnie zaczną od zera;

są do wygrania Piórka, co wyszły

były spod pióra J.Sztaudyngera

żeby wziąć udział w ww konkursie

trzeba się odnieść do dowolnego

wpisu we blogu, który pochodzi

z roku powiedzmy… może zeszłego?

odnieść się proszę we komentarzu

z użyciem mowy typu: wiązanej;

są dwa tygodnie, żeby wykonać

to niezbyt trudne chyba zadanie

potem komisja się niezbyt liczna

(cóż zmieści tylko jedną osobę)

zbierze się, owe rymy poczyta

i po naradzie przyzna nagrodę

spotkanie z G.

– co u ciebie panie G.?

– a dziękuję, kręci się,

robię interesy z R.,

znów na koncie więcej zer,

dom mam duży, w domu pies –

stary biedak, żona też,

no i trochę mi się ckni

do tych co minęły dni,

chociaż jestem chłop barczysty

lecz się staję przezroczysty

dla zgrabniutkich dwudziestek

pozostaje mi więc stek,

efekt smutny – młody duch

lecz niestety duży brzuch,

a więc widzisz kręci się

a u ciebie? – myślę, że…

powiedziałem na początek,

lecz G. kontynuował wątek

(tak, nie czekał na ansłera!):

jaki dobry jest w pokera,

jaki by mógł upleść wianek

z warkoczy swoich kochanek,

jakie morze wypił wódki,

by utulić wszelkie smutki,

ile upolował dzików,

i jak tępi skurczybyków…

***

i tak gadał przez godzinę,

znów zahaczył o rodzinę,

a kiedy nadchodził ranek

G. powrócił do kochanek –

wyjął z kieszeni smartfona

spojrzał, pobladł, rany! żona!

miałem kupić przecież mleczko

spadam, lepiej, żeby deczko,

tylko się zeźliło słonko;

wybrał numer – halo żonko

tak pamiętam, oczywiście…

***

dawno się domyśliliście?

świątecznie

spoglądam na śnieg przez okno

i nastrajam się świątecznie

i rozmrażam senne słowa

by pozdrowić Was serdecznie

życzę Wam dużo spokoju

by Wam zaświeciło słonko

by nie była droga śliska

gdy pójdziecie ze święconką

by baranki nie pomarzły

żeby rozgrzał się mazurek

żeby zdrowo, żeby smacznie

by z nas nie wyłaził gburek;

jak kto lubi, niech go smakiem

swoim cieszy marakuja

jak nie lubi – no to jabłko;

wesołego Alleluja