żeby skopiować tu z Maratonu
opowiadanie, co napisałem
zanim poszedłem rano do domu
MARATONOWE RYMOWANIE
maraton, jak może wiecie
kilometrów ma czterdzieści
(i dwa jeszcze na dodatek –
tyle w nim się właśnie mieści)
historycznie rzecz ujmując
z tego co wiem, to przed wieki
wcale komórek nie miały
starożytne te człowieki
i nie miały internetów
ani nawet dyliżansów
informacja więc się psuła
z racji zbyt dużych dystansów
czy ktoś nowy królem został
czy ktoś przegrał był na wojnie
informacja się szerzyła
bardzo godnie, lecz powolnie
no bo jak by miała niby
pędzić szybko niczym strzała
jeśli się na ludzkich nogach
informacja przemieszczała
ja tak myślę sobie dzisiaj
gdym się zlatał po Agorze
że Maraton Blogowania
tak się zwie dlatego może
że padł pomysł by ukrócić
blogerów ciągłe siedzenie
i stukanie w klawiaturę
i stąd właśnie dochodzenie –
denat Jacek na parkingu
i dowodów sztuki cztery
(prawdę mówiąc to by mogli
poprzydzielać nam rowery
bądź uprzedzić wcześniej nieco
że nie będzie miód malina –
bym poćwiczył bieg po schodach
po robocie, po godzinach)
dobrze, koniec marudzenia
pora wreszcie przejść do sedna
i napisać coś o zbrodni
co się tu zdarzyła jedna
dosyć późno, po południu
w zimowy i mroźny piątek
ta historia tajemnicza
miała mroczny swój porządek
wzięli i zadźgali gościa
w garażu go porzucili
a bagienny nas zawezwał
wołając – pomóżcie mili
tośmy przyszli na ten apel
trzeba pomóc bagiennemu
bo odmówić? my blogerzy?
jak to, po co oraz czemu?
i zaczęło się łączenie
wątków różnych poplątanych
analiza i synteza
czyli, że obróbka danych
mafia, hazard oraz długi
separacja, była żona
artykuły o ziemniakach
i dziewczynka potrącona
ryba przesłana w gazecie
w zdjęcie wbijane pinezki
myślę więc, że was nie zdziwi
humor mój co nieco kiepski
poplątały mi się bowiem
wszystkie wątki dokumentnie
szanse swe na rozwiązanie
oceniam raczej przeciętnie
nic to jednak! warto było
spotkać się dzisiaj na Czerskiej
spośród wszystkich w mieście ulic
chyba najbardziej blogerskiej