twoja pora na odkrycia
ameryki wciąż czekają
znajdź, naciśnij lekko klamkę
drzwi się łatwo otwierają
choć miliony innych wcześniej
nieraz drogą tą już przeszły
póki ci to nie przeszkadza
będziesz pierwszy
blog rymowany
twoja pora na odkrycia
ameryki wciąż czekają
znajdź, naciśnij lekko klamkę
drzwi się łatwo otwierają
choć miliony innych wcześniej
nieraz drogą tą już przeszły
póki ci to nie przeszkadza
będziesz pierwszy
nie poradzisz bracie gdy
wlezie ci do głowy trzy
trzech miesięcy chcesz wakacji
trzy razy nie miałeś racji
trzej byli muszkieterowie
trzy świnki (każdy to powie)
trzy liście u koniczyny
trzy kwadranse do godziny
trzyma mocno, no a ty
czujesz, że ci w środku drży
i wreszcie w ostatniej chwili
gdy jesteś bliski ataku cholery
trzy znika jak śnieg na wiosnę
królować zaczyna cztery
zagoniony w kąt słowami
w sieci pseudo-zobowiązań
wizją zmanipulowany
bo łakomy nowych doznań
sprowadzony do parteru
zbity jak pies, zagubiony
twardniejący mimo bólu
silny, o krok od agonii
i mgły tabun
koniec sztormu
fala gładzi, nie rozbija
wszystko mija
ile siły i zapału
każdy jeden syn mieć musi
by się wyrwać spod skrzydełek
żeby uciec od mamusi
tak bywało przed wiekami
tak jest teraz, gdy narzędzia
matki mają do tropienia
i doglądania dziecięcia
dziś mamusie w komputerze
i w komórce i fejsbuku
znaleźć zbyt dużo potrafią
synu jesteś wręcz bez ruchu
choć brzmi strasznie jest prawdziwe:
jak byś synu się nie biedził
czy z techniką, czy też bez niej
mama szybko cię wyśledzi
to jest straszne jak tsunami
lub globalny zbrojeń wyścig
gdy coś zrobisz – nie ukryjesz
mama i tak się domyśli
proszę jaka niespodzianka
kopę lat cię nie widziałem
serio, bywasz tu codziennie?
już wróciłeś? nie zostałem
a pamiętasz może Marka?
fakt on był w dziewiątej grupie
nie mam dzieci, polityka?
szkoda czasu, były głupie
lat minęło osiemnaście
dużo lecz w szalonym pędzie
łapiesz nitki i próbujesz
wiążesz, supłasz, motasz, przędziesz
brzdęk – dźwięk gongu, czas upłynął
runda jest już zakończona
daj telefon, miło było
wiesz, rozumiesz, dziecko, żona
ulga, zwiałem, ale nudził
chyba trochę go zmęczyłem
znałem kiedyś tylu ludzi
gdzieś po drodze ich zgubiłem
z dala od rozgrzanej tłuszczy
tam gdzie stary dąb się zwalił
zabrał mistrz swojego ucznia
i mu takie dziwy prawił
szybciej dojdziesz gdy powoli
krok za krokiem, byle składnie
najkrótsza jest prosta droga
na niej w błoto się nie wpadnie
nawet najwspanialsze chęci
nic nie dadzą bez działania
a pokora spowoduje
że sami będą się kłaniać
mistrzu – uczeń tak zapytał
gdy wysłuchał już wywodu
cóż to chciałeś mi przekazać
i z jakiego powodu
czy cię moich brak postępów
skłonił do powtórki lekcji
czy niestrawność, czy sumienie
jaki powód twych obiekcji
nigdzie przecież się nie spieszę
z drogi i o cal nie zbaczam
robię to co robić lubię
wrogom i bliźnim wybaczam
mistrz swą długą siwą brodę
poczochrał dwoma palcami
i powiedział słuchaj synu
nie szermujmy już racjami
to nie o nie wcale chodzi
ani o konkretne rady
ważne, żebyś umiał myśleć
i niezłomne miał zasady