bracia trzej

pierwszy z braci skręcił w lewo

drugi prędko poszedł prosto

trzeci usiadł i rozmyślał

świat się ekscytował wiosną

pierwszy z braci brnął uparcie

drugi wkrótce został tatą

trzeci strugał, kiedy nie spał

a wokół szalało lato

pierwszy z braci stał przy oknie

drugiego zaskoczył wrzesień

trzeci żółć z czerwienią mieszał

sami rozumiecie: jesień

zaraz potem (oczywiste)

przyszła tysiąclecia zima

który brat najlepiej wybrał?

jest odpowiedź, czy jej ni ma?

Szare

niech kolory równe będą!

i barw nikt niech już nie dręczy!

czy południe to, czy świt

wolność ogłośmy dla tęczy!

*

piękne hasło to i modne

ponoć nawet niezbyt stare

podpisało, tak jak zawsze

zbuntowane, zwykłe, Szare

martwi się nie martwią

pośród racji najsłuszniejszych

troski oraz wrażliwości

można nieźle w zęby dostać

i mieć połamane kości

przy czym wcale mi nie idzie

żeby, drodzy, was przestraszyć

jeśli ktoś szczególnie lubi,

może nadal patałaszyć

opowiadać dnie i noce

że standardy, że nieładnie

że należy i tak dalej

lecz co, gdy nas ktoś napadnie

i głęboko w poważaniu

będzie całe miał miauczenie

jak powinno być i czemu

w przynależnym nam Edenie?

czy ćwiczona umiejętność

znajdowania w całym dziury

oraz oponenta błędu

tak wyostrza nam pazury

że będziemy (bylibyśmy

bo być może tak wolicie)

potrafili walczyć na śmierć,

tak jak walczy się o życie?

***

samo mało co się dzieje

ot, czas płynie, włosy rosną

trza przetrzymać wcześniej zimę

żeby móc się cieszyć wiosną

chmura

po kropli kropla spływa kolejna

w rynnie gromada kropel się zbiera

ciebie to cieszy, ciebie to martwi

do ciebie kropel szum nie dociera

a chmura plany po niebie snuje

grzejąc się w słońcu sprzedaje szarość

wszechimperialna pani depresji

wypłacze krople w końcu na starość

jesienna jesionka

cztery kroki przed kolacją

na zakręcie przy brukselce

podniósł głowę, co leżała

o pół metra (bo nie więcej)

niżej od krytyki granic,

sponiewierana okrutnie

lecz przez kogo? nie wiadomo

co właściwie nie jest smutne

bo czym smucić się, gdy jesień

pełna żółto-krwistych liści

eksploduje oszalała

i o lecie nikt nie myśli?



weź

weź pogadaj, nie bądź wiśnia

nie chowaj się za nie mogę,

nie mam czasu, może później

za wyruszam właśnie w drogę,

za bo kiedyś powiedziałeś,

ktoś powiedział, że mówiłeś

za bo krzywo tak spojrzałeś

miałeś dzwonić, nie dzwoniłeś

zanim zrobi się za późno

zanim zrobi się po ptokach

nim ostatnie znikną ślady

po ostatnich naszych krokach