sterowanie

tak jak pokrywkę na saganku

para znad zupy nagle wzbudza

tak Pana Wiórka nieustająco

opinia rusza, nie własna, cudza

ktoś karci Wiórka, więc Wiórek cierpi

ktoś inny chwali, więc się rozpływa

kształtu własnego już nie pamięta

(na pewno, prawie, być może, chyba)

ech Panie Wiórku, życia nie szkoda

na udawanie wciąż chorągiewki?

zrób choć raz jeden, co sam wybierzesz

zjedz na ten przykład kilo marchewki

kluczyk

chodzi Pan Wiórek po podwórku

ulicy, drodze, po placyku

ze wzrokiem pilnie w ziemię wbitym

mruczy pod nosem: „mój kluczyku,

gdzie się schowałeś tajemniczy

uniwersalny do serc mój ty yale

dopasowany do każdego człeka

ty co się nie zacinasz wcale

gdzieś ty kluczyku wymarzony

co śniłeś mi się razy tysiąc

co już cię kiedyś miałem w ręku

(z czystym sumieniem mogę przysiąc)”

kluczyk, o którym mówią, że go nie ma

oraz o którym mówią wręcz przeciwnie

milczy jak kamień, co wpadł w wodę

palcem nie kiwa i nie kiwnie

trudna sprawa

jedna z trudniejszych rzeczy w świecie

tak, że się ledwie mieści w głowie

nad którą głowią się poeci

rządy, banki, inżynierowie

której nie podołały armie

kościoły oraz dyplomaci

na której zęby połamali

smukli i krępi, i garbaci

choć gra jest warta sporej świeczki

i warta jest wyprawki skórka

nikt nie wie jak by Pana Wiórka

wyciągnąć dało się zza biurka

nie kuszą go promienie słonka

świeże powietrze, widok ludzi

za biurkiem czuje się bezpiecznie

nigdy, ni chwili się nie nudzi

jeżeli ktoś by kiedyś może

umyślnie, albo i celowo

metodę znalazł, tego prędko

się wynagrodzi wybuchowo –

znaczy dostanie zaraz Nobla

(szczęście, że z na wymianę opcją

na Fryderyki, Pulitzera

lub puchar, który dają skoczkom)