ale numer!

nie zasłuchiwałem się płytami pana Iggiego P.

parę sztandarowych kawałków o uszy się owinęło i owszem

ale ten utwór mnie powalił – genialny wokal, kapitalny bas, niesamowite zamieszanie z rytmem tekstu (what to do tonight)

wu-o-wu!

SBB

sięgnąłem przypadkiem niewyjaśnionym na jutubie do utworów z winyli, które kiedyś-tam-kiedyś wysłuchiwałem do cna

SBB jakoś tak bez przekonania zapuściłem… ze 3-4 dni temu

zgadnijcie co leci z głośników prawie na okrągło ;)

dla mnie bomba – jestem pod wrażeniem, kiedyś SBB było alternatywą dla Połomskich, Santorek, Śląsków, Zwierzy itp. itd. i jako alternatywa wygrywało w cuglach – dziś doceniam

muza piąta

a dziś dwa grzyby w barszczu ;)

czyli cover utworu Franka Sinatry w wykonaniu Sex Pistols (z The Great Rock’n’Roll Swindle)

nie mogłem się zdecydować, czy umieścić audio w wersji studyjnej na tle rzewnych fotek i tekstu, czy słabiej brzmiącego Sida V. w podskokach scenicznych, więc… daję obie; a wybierajcie sobie po uważaniu

muza czwarta

sam się dziwię, że na czwartym miejscu umieszczam, gdy tyle Zeppelinów, Police’ów, Focusów, Linkinów, Kazików, Budków, Madonnów i innych w kolejce czeka, ale… czemu nie?

tym bardziej, że lubiłem ten kawałek i lubię, że nieustannie mam do Republiki przez c pisanej podziw za dynamit w muzyce i żal, że całego potencjału dynamitu nie wykorzystali i najtymbardziej, że to była moja pierwsza empetrójka, w czasach szczęśliwych, gdy Napster się objawił w pierwszej swojej darmowej wersji i w ogóle można było pierwszy raz na taką skalę zdobyć to co się lubiło, o czym się zapomniało, albo co się chciało poznać

are U ready? ready to go!

muza trzecia

pozycja trzecia i nadal nie mam problemów z wyborem – co jest, czyżby cała setka miała przejść gładko? ;)

na dziś to nie jest mój numer jeden z albumu, ale historycznie jak najbardziej kawałek zasłużył na muzyczne podium

najpierw poruszył muzyką, potem tekstem (tłumaczonym przez życzliwych kolegów na początku), później utkwił w pamięci scenami z filmu i utrwalił się wykonaniami koncertowymi z tras Rogera Watersa

jeśli ktoś jeszcze całej płyty nie przesłuchał, to pora jest najwyższa

niby „we don’t need no education”, ale uprzedzam lojalnie: mogę odpytać o historię Pinka!