prezenter

nie ma co zazdrościć losu

prezenterkom, prezenterom

ile by nie zarobili

to na koncie ciągle zero

i to wszystko przez ich zawód

podejrzewam, że zaklęty

albo może przez zbyt drogie

ekstrawaganckie prezenty

optometrysta

ach co za nazwa skomplikowana

rymy się do niej imają słabo

a tu napisać przecież coś trzeba

(problem z rodzaju: masz placek babo)

a więc zarządzam na potrzeby rymów

prawem kaduka oraz limeryka

nazwy, zastępcze dla optometrysty

rozpoczynając od oczomiernika

przez wzrokomierza oraz okomiara,

skacząc po frazach jak paw na pawlaczu

i kończąc wreszcie temat mian zastępczych

na swojsko brzmiącym oczooceniaczu

teraz zmęczony bardzo słowotwórstwem

udam się chyba gdzieś na odpoczynek

optometrysta? poszukajcie sami

koniec i kropka, nie żaden przecinek

probierz

pro przedrostkiem jest czytelnym

każdy w czymś by chciał być pro

bo na pracę rosną szanse

kiedy w cv od pro pstro

profesjonalny menedżer

profesjonalna sprzątaczka

po profesjonalnych kursach

(choćby obróbki buraczka)

a czy probierz jest wyjątkiem?

nie wiem, ja tego nie zmierzę

bo niestety, wprost wyjaśnię

ale nie jestem probierzem

maszynistka

najpierw był spokój (chodzi o czasy

Adama, Ewy i z figi listka)

a potem w drodze splotu wydarzeń

się pojawiła p.maszynistka

nie, że od razu, nie w dwa miesiące

bo tysiąclecia całe potrwało

zanim człek jeden rzekł do drugiego

wskazując palcem na kamień „a ło”

i nie od razu, wpadł człowiek na to

lecz po milionach prób praktycznych

że można „a ło” w grocie zapisać

z użyciem środków… hm… organicznych

i nie od razu wpadł pan Gutenberg

jak skonstruować najpierwszą czcionkę

(co się zdarzyło gdy był wyręczał

od obierania ziemniaków żonkę)

i nie od razu (wiem to na pewno)

niezwykle zdolny inżynier Mill

złożył maszynę był do pisania

(bo mu zajęło to parę chwil)

a potem nagle – skąd nie wiem wcale –

nadeszło wielkie przyspieszenie

i w mgnieniu oka historycznym

się przydarzyło ziemi trzęsienie

i każdy jeden, który chciał pisać

oraz co pisać chciała niejedna

to mieli sprawę do maszynistki

więc maszynistka była wybredna

tu odmówiła, tam poprawiła

lub zagubiła oryginały

więc prawdę mówiąc był galimatias

zrobił się w końcu całkiem niemały

wreszcie pan Carlson (ale nie z dachu)

wziął i położył fundamenty

(że zażartuję) pod drukarki

i się skończyły wnet sentymenty

od tego czasu równe litery

nastawiać może ot, byle chłystek

i tak skończyły się drodzy Państwo

niedługie rządy maszynistek