ciągacz rur

Janek spytał: tato, tato

ja słyszałem, lecz nie wierzę

że pan Adaś, no wiesz który,

ten co kurtkę ma z kołnierzem

białym w ciapki, chociaż kurtka

to ma kolor taki bury,

czy to prawda, tato powiedz,

że on w pracy ciąga rury?

no i dokąd on je ciąga?

dużo przy tym jest hałasu?

czy mu dobrze za to płacą?

tato nie miał dużo czasu

przerwał syna potok pytań

który trwałby do matury

(mimo, że Jaś jest w przedszkolu)

chrząknął i tak zaczął: rury

drogi mój potomku,

jak być może nie wiesz tego

rury rurom równe nie są

mogą ze szwem być, bez niego

ze szkła, stali lub ołowiu

oraz z polietylenu

kiedyś były nawet z drewna

nie ma co się dziwić temu…

tato rozsiadł się, rozejrzał

lecz nie było już słuchacza

chyba inny ktoś Jankowi

wyjaśni zawód ciągacza

geofizyk

jeszcze słyszę sąsiadki krzyki

dotyczące geofizyki…

sąsiadka ciut nie dosłyszy,

gdy raz odwiedził ją wnuczek

i opowiadał o planach,

chowałem w kieszeni klucze

już miałem wyjść przed kamienicę

lecz co to? lecą donice

i krzyczy sąsiadka ze złością

(max prawie w skali Beauforta)

że co wnuk sobie myśli

w ogóle, no i do czorta

oddaliłem się z godnością

żeby nie robić za świadka,

a relację w dniu następnym

zdała mi kolegi matka

otóż, że się wydarzyło

takie małe qui pro quo

wiele krzyku (plus doniczki),

a o cóż właściwie szło?

geo w goło się zmieniło

co sąsiadkę rozjuszyło,

przekształcając miłą babcię

w dłoń karzącą i to z kapciem…

drogi wnuku oraz wnuczko

morał z historii płynie taki

mów wyraźnie, z dobrą dykcją,

a unikniesz czasem draki!

i nie pokazuj jakiś ty zuch

też ci kiedyś osłabnie słuch ;)