wróżbita

średnio raz na dwa tygodnie

albo częściej, ktoś mnie pyta

czy mu za rok dobrze będzie

a czy ja jestem wróżbita? 

czy rozlewam może kawę

aby wróżyć z fusów wzorów?

z talii kartę sam wybieram

albo daję do wyboru? 

czy wnioskuję z lotu ptaków

albo obserwuję chmury?

nie, nie robię takich rzeczy

a gdy mnie dopyta który 

to tłumaczę mu, że przyszłość

od niego głównie zależy

co się sprawdza precyzyjnie

nawet jeśli gość nie wierzy 

nawet kiedy twierdzi twardo

że ją można gdzieś odczytać

***

statystycznie – chyba jutro

znów powinien ktoś zapytać

suszarniowy drewna

mówił kiedyś mi kolega:

jak się w końcu zdenerwuję

jak się zbiorę na odwagę

wezmę i wyemigruję 

wcale nie do Ameryki

Berlina, Tokio, Londynu

Moskwy, Rzymu, Chile, Togo

ani nawet do Pekinu

ja wyjadę gdzieś do lasu

pod Tucholę lub w Bieszczady

bo ja tutaj już nie mogę

ani nie chcę dawać rady 

a co będziesz chłopie robił

– zapytałem kumpla – w lesie

bo tam biur rozumiesz nie ma

odpowiedział – jasne, wie się 

po co biuro, będę drwalem

albo będę drewno suszył

***

od miesiąca go nie widzę

zdenerwował się i ruszył?

ekonomista

bardzo bardzo dawno temu

pewien Fenicjanin z rana

poszedł do swego sąsiada

by się napić wina z dzbana 

wziął ze sobą garść owoców

jakieś ziarnka do łuskania

bo wypada i w ogóle

żeby nie było gadania 

potem, że jest z niego burak

i że za nic ma maniery

a więc poszedł by pić wino;

w sumie wypił dzbany cztery 

i to właśnie w tamtej chwili

gdy szumiało im już w głowie

(sąsiadowi no i jemu)

wymyślili coś panowie 

że to byłoby wesołe

wiedzieć ile trzeba wina

żeby dostać worek pestek;

tak historia się zaczyna 

tworu, co się zwie pieniądzem

który ludzie chętnie liczą

najczęściej po amatorsku

choć niektórzy wręcz się ćwiczą 

w rachowaniu, co kto komu

kiedy, od kogo, dlaczego

jak pożyczyć, kiedy oddać

i co pozostanie z tego 

gdzieś na koncie lub w skarpecie

temu który pieniądz liczy

albo temu, co pożycza

albo temu co pożyczy 

tak z powodu czterech dzbanów

i szumu (lecz nie od liści)

w skrócie, powstała profesja

o nazwie: ekonomiści

nauczyciel

może i coś jest na rzeczy

gdy mówią, że znaczy wiele

już sama nazwa profesji

którą zwą: nauczyciele 

w nazwie kryje się wyzwanie

bo to każdy przyzna chyba

że z cielęciem zasadniczo

rzadko kiedy łatwo bywa

można nadziać się na różki

(chociaż młode, ale twarde)

gdyż cielątka generalnie

są uparte oraz harde 

na dodatek obietnica

jest w nazwie zawodu śmiała

że nauczy, a nie tylko

będzie się starał / starała

 a więc uczą przez dnie całe

stojąc twardo przy tablicy

ci przedszkolni, ci z gimnazjów

z liceów, akademicy 

a gdy czasem im brakuje

zawodowej satysfakcji

to pod nosem powtarzają

oby tylko do wakacji

szlifierz

kiedy Iksa by nie spytać

czym Iks właśnie się zajmuje

to odpowie (prawie pewne)

że już kończy i szlifuje 

co nie znaczy, w żadnym razie

szlifowania ceramiki

lub brylantów albo drewna

tylko idzie o wyniki 

pan Iks jest perfekcjonistą

i wewnętrznie go to niszczy

jeśli wynik jego pracy

nie lśni oraz gdy nie błyszczy 

ciekaw jestem co by było

gdyby stanął przy szlifierce

tak na serio, bez przenośni

i w robotę włożył serce 

czy by umiał w porę przestać

czy by na czas zastopował

czy też gładkie tak jak lustro

by z zapałem polerował

kapitan

czasem kiedy noc się kończy

znaczy, że z samego rana

budzę się z poczuciem jakbym

miał coś w sobie z kapitana 

trochę jakbym pływał statkiem

był na nim po Bogu pierwszy

(a to statek jest ogromny

pewnie na świecie najlepszy) 

albo jakbym jumbo jetem

leciał gdzieś pod samym niebem

(chociaż ja o pilotażu

prawdę mówiąc, to nic nie wiem) 

nie wiem czy to od chrapania

czy też może kurcze w nodze

albo jeszcze coś innego

ale we śnie wciąż dowodzę